Parafia św. Jana Chrzciciela - Gliwice

NIE ZASTANAWIAM SIĘ NAD LICZBAMI (wywiad; miesięcznik W DRODZE; abp Wojciech Polak, Katarzyna Kolska, Roman Bielecki OP)

Data dodania: 2018-08-06 23:53:57

News

Nie jest dla mnie problemem odprawić liturgię Wielkiego Czwartku w więzieniu. Natomiast umyć nogi tym, z którymi się na co dzień spotykam, z którymi się pokłócę, z którymi nie zawsze jest mi po drodze - to już wyczyn.




Katarzyna Kolska, Roman Bielecki OP: Czy był ksiądz prymas kiedyś w Irlandii?

abp. Wojciech Polak: Tak, kilka razy. Odwiedzałem środowiska polonijne, ponieważ odpowiadałem w Episkopacie za kontakty z Polonią. Przy tej okazji bierzmowałem młodzież, byłem również w więzieniu, by spotkać się z Polakami, którzy z różnych powodów się tam znaleźli.

Miał ksiądz prymas poczucie, że wraca z kraju ludzi wierzących?

Nie potrafiłbym tego powiedzieć, ponieważ nie kontaktowałem się bezpośrednio z irlandzkimi parafiami. Zwykle spotykałem się z polskimi wspólnotami czy to u dominikanów w Dublinie, czy w kościele księży chrystusowców na High Street. To są mimo wszystko grupy w pewien sposób odizolowane od kontekstu tamtejszego Kościoła. Widać było natomiast otwartość i życzliwość, z jaką Irlandczycy przyjęli Polaków.

Jeszcze dwadzieścia lat temu mówiono, że Irlandia to kraj katolicki. Po wprowadzeniu tam kilka lat temu zgody na małżeństwa osób tej samej płci i liberalizacji ustawy antyaborcyjnej w ostatnich tygodniach rodzą się pytania, czy w Polsce dojdzie do podobnych zmian.

Nie czuję się upoważniony, by przewidywać przyszłość. Kościół musi odpowiadać na bieżące wyzwania i próbować im sprostać.

Z badań CBOS-u przeprowadzonych w latach 2016-2017 wynika, że 70 procent wierzących w Polsce chodzi do spowiedzi wielkanocnej, a 83 procent pości w Wielki Piątek. To jest chyba powód do zadowolenia.

Liczba osób chodzących do spowiedzi nic nie mówi. Ważniejsze jest to, jak przełożyć doświadczenie świąteczne na codzienność życia. To jest moja ogólna diagnoza dotycząca polskiego Kościoła.
Musimy intensywnie pracować nad ludzkimi sumieniami, tak by wiara przestała być wyłącznie deklaracją statystyczną, a stała się osobistym wyborem Boga. Jeżeli się zastanawiamy nad procesami społecznymi i ich rozwojem, to pamiętajmy, że ludzie nie porzucą chrześcijańskiego źródła tylko wówczas, jeśli będą do niego przekonani. Gdy spowiadam w Wielki Piątek w katedrze w Gnieźnie, to słyszę, że ludzie nie dają sobie z tym rady. Z jednej strony chcą nawrócenia i pojednania z Bogiem, a z drugiej zatrzymują się na poziomie spełnienia obowiązku, bo trzeba przyjść raz do roku, tak jak ich nauczono.

Może dobrze, że robią to chociaż raz do roku?

Mamy do czynienia z bardzo silną polaryzacją. Są osoby, dla których związek z Kościołem jest luźny i nie wykracza poza okolicznościowe spotkanie z Bogiem przepisane prawem, ale są też tacy, którzy szukają pogłębionego życia duchowego. Mogę to zaobserwować na przykładzie Centrum Edukacyjno-Formacyjnego w Gnieźnie. Pewnie można byłoby powiedzieć, że nie ma tam tłumów, ale z drugiej strony tematy podejmowanych sesji też nie są łatwe – jak przeżyć utratę dziecka, jak pogłębić swój kontakt z Biblią czy jak budować swoją dojrzałość uczuciową. Takie warsztaty nigdy nie będą się odbywały z udziałem tłumów. Nawet bardziej pomaga im atmosfera kameralności.

Czy słyszy ksiądz prymas deklaracje typu: Do Kościoła nie chodzę, ale w Boga cały czas wierzę?

Tak, oczywiście.

Czy to nie jest dowód na prywatyzację wiary, duchowość bez sakramentów i wspólnoty?

Kontakt z Panem Bogiem musi być konkretny, oparty na słowie, sakramentach i wspólnocie. Stwierdzenie, że Pan Bóg jest i ja w Niego wierzę, to zdecydowanie za mało.

Wspominał ksiądz prymas o formowaniu sumienia. Coraz częściej pojawiają się jednak sytuacje, w których ktoś mówi, że się nie spowiada, bo sumienie mu niczego nie wyrzuca, albo uznał w sumieniu, że coś nie jest grzechem.

Kiedy człowiek powołuje się na sumienie, to musi wiedzieć, czym ono jest i jak je kształtować. Nie może być tak, że za jego pomocą uzasadnia się swoje zachowanie, nie dopuszczając żadnych korekt, mówiąc: To moje sumienie, koniec, kropka.

To przejaw wybiórczej mentalności w podejściu do Dekalogu.

Zdaję sobie sprawę, że współczesnemu człowiekowi trudno jest się podporządkować zasadom, bo się boi, że utraci swoją wolność. Dlatego papież Franciszek często mówi o drodze rozeznawania decyzji, co za każdym razem jest związane z jakimś wysiłkiem. W wypadku sumienia mówimy nie tyle o rozpoznaniu swojego subiektywnego odczucia, ile wewnętrznego głosu Boga.

To bardzo wysoko ustawiona poprzeczka. Chcemy, żeby ludzie, mając na głowie tyle obowiązków, jeszcze dokonywali rozeznania?

No tak, ale to jedyna szansa, żeby uniknąć pułapek – z jednej strony bezrefleksyjnego podporządkowania się zewnętrznemu prawu, które, gdy staje się ciężarem, to człowiek się z niego zwalnia, nie widząc w nim sensu, a z drugiej strony pozostawania na poziomie stwierdzenia: Bo ja tak uważam. Wydaje mi się, że to jest zadanie nas, księży, pokazywać szersze spojrzenie na życie i podpowiadać, że nie warto iść na moralną łatwiznę.

To wszystko świetnie brzmi, ale kto jest w stanie temu sprostać? Wracając do sytuacji irlandzkiej: może powinno nastąpić oczyszczenie i test prawdy wspólnoty Kościoła w Polsce, po którym przejdziemy od katolicyzmu masowego do świadomego? Nie będzie nas wtedy 90 procent, ale dajmy na to – 30?

Szczerze mówiąc, nie zastanawiam się nad liczbami. Tym, co zaprząta moją głowę, nie jest pytanie, ilu przyjdzie, a ilu nie, tylko to, w jaki sposób prowadzić ludzi od wiary odziedziczonej po rodzicach do wiary świadomej. Podczas wizyty na Jasnej Górze papież Franciszek mówił, że puste jest świętowanie, jeżeli się nie dokona pascha serca. I to jest prawda.

Ale żeby się to stało, potrzebujemy świadków. Stara łacińska maksyma mówi: Słowa uczą, przykłady pociągają. Ludzie niejednokrotnie nie widzą spójności między tym, czego księża uczą, a tym, jak sami żyją.

To prawda, ale decyzja wiary nie może się opierać na księdzu, tylko powinna się opierać na Bogu. Duszpasterza zabraknie i co wtedy, koniec wiary? Nieraz mówię do młodzieży podczas bierzmowania, że trzeba zaryzykować i zaufać Bogu, który mnie przeprowadzi przez życie.

Ktoś nam musi jednak tego Chrystusa pokazać.

Zgadza się. I często zamiast nieustannego mówienia o potrzebie nawrócenia trzeba pokazać, że ja też to robię. Niech ludzie widzą, że ja, prymas, też staję w kolejce do konfesjonału, żeby się wyspowiadać.

Kilkakrotnie wspomniał ksiądz prymas w naszej rozmowie papieża Franciszka. Kogoś, kto pokazuje Ewangelię i nawrócenie swoim życiem. I co?

Niestety często chwytamy tylko urywki, które nie mają wiele wspólnego z całością przesłania. To, co mówi papież, jest przefiltrowane medialnie i naprawdę trzeba uważać, żeby nie wpaść w pułapkę uproszczonego opisu pontyfikatu. Franciszek niekiedy używa chwytliwych i zaskakujących obrazów i nie boi się mocnych sformułowań. Przyznam jednak, że nie wywołuje to we mnie obaw czy dyskomfortu. Wręcz przeciwnie, czuję mobilizację do pracy.

Wielu ludzi – w tym także niektórzy duchowni – patrzy na to krytycznie.

Papież wybija nas z utartych schematów myślenia. Najłatwiej jest powiedzieć, że zawsze tak było, i nic nie zmieniać. O wiele trudniej jest otworzyć się na pewną nową perspektywę. Mówiłem ostatnio w jednym z wywiadów o geście papieża Franciszka z Wielkiego Czwartku – dla mnie nie jest problemem odprawić liturgię Wielkiego Czwartku w więzieniu. To jest miejsce, do którego przychodzę, pokazuję moją solidarność, moją miłość. Tylko że ja stamtąd wychodzę, bo nie jestem skazany. Natomiast umyć nogi tym, z którymi się na co dzień spotykam, z którymi się pokłócę, z którymi nie zawsze jest mi po drodze – to już wyczyn.

Czyli ksiądz prymas nieco krytycznie odnosi się do tego, co zrobił papież Franciszek?

Pokazuję, co by mnie więcej kosztowało. Chodzi o to, by gest papieża potraktować jako inspirację do osobistego działania, a nie teatr. Mój Wielki Czwartek i moje obmywanie nóg to ludzie, z którymi żyję na co dzień. Tu muszę się nawracać.

Fajny ten Kościół, gdyby nie ci ludzie, prawda?

I gdyby nie okropny ja w relacjach z tymi ludźmi. Bo w gruncie rzeczy to nie sztuka umyć komuś nogi. Trudniejszą rzeczą jest pozwolić, by ktoś umył mi nogi.

Ksiądz prymas zachęca księży do gestu mandatum w parafiach?

Będąc we Włoszech, zniosłem mandatum w parafii, w której pełniłem funkcję niedzielnego proboszcza. Polegało to na umywaniu nóg małym dzieciom, które się przy tym świetnie bawiły. Ale nie miało to żadnego związku z liturgią. Mówił kiedyś o tym ksiądz Janusz Pasierb, zwracając uwagę na to, że chętnie przeżywamy wiarę poprzez nasze dzieci, samemu pozostając na nią obojętnym.
Zwykle powtarzam księżom, by nie robili tego tylko dlatego, że biskup tak chce. Zależy mi bardziej na tym, by zrozumieć ten gest, a nie żeby odhaczyć wykonanie zadania.

Czyli katecheza dla dorosłych.

To jest nasz wielki deficyt, o którym nieraz humorystycznie mówimy, że robimy dokładnie odwrotnie niż Pan Jezus – błogosławimy dorosłych, a uczymy dzieci.

Nie powinno być katechezy w szkole?

Powinna być, ale jednocześnie potrzebna jest solidna katecheza dla rodziców, chociażby przy okazji przygotowania ich dzieci do pierwszej komunii.

Kto miałby przeprowadzać taką katechezę? Księża, którzy są obłożeni obowiązkami od rana do wieczora?

Sami widzą taką potrzebę i o tym mówią. Czują się sfrustrowani tym, że wkładają dużo wysiłku w przygotowanie dzieci do przyjęcia sakramentu, a chwilę później już ich nie ma w kościele, bo rodzice o to nie dbają. I cała praca katechetyczna sypie się jak domek z kart.

Mówimy o braku katechezy dla dorosłych, ale przyznajmy, że dość często niedzielne 20 minutowe kazania to zmarnowany czas, bo księża zamiast ewangelizować dzielą się swoimi przemyśleniami albo zajmują się polityką.

To duża strata i szkoda, tym bardziej że najczęściej jest to jedyny kontakt wiernego ze słowem Bożym i z możliwością jego wyjaśnienia.

Prosi ksiądz prymas księży, by przykładali się bardziej do głoszenia kazań?

Księża nie różnią się od innych ludzi i też bywają odporni na słowne zachęty. Moje doświadczenie jest takie, że warto mówić od siebie, może nieudolnie, ale od siebie. To przemawia o wiele bardziej niż najlepiej przygotowany tekst czytany. To świadectwo, którego potrzebujemy.

A co z listami pasterskimi? Ten temat powraca od lat. Listów jest za dużo, są za długie i pisane językiem, który zupełnie nie trafia do ludzi.

Mogłoby być ich mniej. Jestem całym sercem za tym. Sam kieruję do diecezjan najwyżej dwa listy w ciągu roku.

Diecezjanie muszą księdza prymasa uwielbiać.

Tego nie wiem. Natomiast staram się, by te listy były swego rodzaju homilią biskupa do wiernych, a nie tylko zbiorem informacji. Te można znaleźć w internecie lub przeczytać na tablicy ogłoszeń w kruchcie kościoła.

Czego te listy dotyczą?

Pierwszy jest z reguły na początek adwentu jako duchowe wprowadzenie w ten okres. Drugi w Niedzielę Dobrego Pasterza dotyczy powołań, nie tylko w kontekście ich deficytu, ale także próby spojrzenia na swoje życie jako na plan Boga, a nie jedynie zbiór przypadkowych wydarzeń.

To są listy księdza prymasa jako zwierzchnika diecezji, ale oprócz tego są jeszcze komunikaty Episkopatu.

Uważam, że musimy je ograniczyć do niezbędnego minimum. I powinny mieć charakter nie tyle informacyjny, ile formacyjny – tylko wtedy będzie to miało sens. Muszę powiedzieć, że na poziomie krajowym udało się już zrezygnować chociażby z listu odnośnie do Tygodnia Wychowania czy Tygodnia Trzeźwości. Jest na ten temat tyle materiałów, że można spokojnie powiedzieć coś od siebie.

A kiedy rozmawia ksiądz prymas z księżmi, to co dla nich, z punktu widzenia parafii, jest problemem?

Nie ma jednej odpowiedzi. Wszystko zależy od specyfiki parafii, od miejsca, w którym dany ksiądz żyje i od tego, jaka jest jego wspólnota. Niektórzy księża narzekają na przykład na duże obciążenie w szkole, co się potem odbija na zaangażowaniu w parafii. Staram się wtedy rozmawiać z proboszczem, żeby miał to na uwadze.

Ktoś powie, że to jest konkretny dochód dla parafii.

Co ciekawe, nie jest to dla księży pierwszorzędny powód pójścia do szkoły. Nie ma w naszej diecezji przymusu dydaktycznego. Mówi się i zaleca, żeby wikariusz nie miał więcej niż etat, ale coraz częściej widzę, że kończy się na połowie etatu, chociażby ze względów organizacyjnych. Są też miejsca, w których proboszcz wprost mówi, że wikary musi się bardziej zaangażować w pracę parafialną i ograniczyć liczbę godzin w szkole.

Wracając do Irlandii. Czy nie fundujemy sobie podobnego losu – wiele osób liczy na zaostrzenie obecnie obowiązującej ustawy antyaborcyjnej, są jednak tacy, którzy się obawiają, że gdy się zmieni władza, wahadło społeczne wychyli się w drugą stronę.

Dlatego trzeba bardzo mocno ostrzegać przed ewentualnymi konsekwencjami takich działań w przyszłości. Na razie nie znajduję jednego głosu z grupami pro-life, które przekonują mnie, że jestem w błędzie, i że to właśnie milczenie Kościoła spowodowało zliberalizowanie ustawy w wielu państwach. Dostaję w tej sprawie dużo listów w dość ostrym tonie, nie będę ich jednak teraz cytował, bo nie wypada.

Może za bardzo wykorzystujemy przychylność rządzących w stosunku do Kościoła i jego nauczania?

Trzeba sobie jasno powiedzieć, że jest to związek, który nie służy Kościołowi i powoduje osłabienie wolności głoszenia, wikłając Kościół w doraźne układy. Dobitnie wyraził to papież Benedykt XVI w Jezusie z Nazaretu, rozważając proces Chrystusa i Barabasza. Pisał wtedy, że jeżeli odwołamy się dla obrony siebie do świeckich instytucji, zawsze wybierzemy Barabasza przeciw Chrystusowi. To są mocne słowa, ale w tym wypadku nigdy dość ostrzegania. Oczywiście jest jeszcze druga strona medalu: jako ludzie Kościoła możemy być ostrożni, ale są tacy, którzy chcą nas zawłaszczyć mimo naszego sprzeciwu.

Trzeba by to przypominać politykom.

Nie jestem odpowiedzialny za polityków, ale jako biskup jestem odpowiedzialny za księży i diecezję i będę przestrzegał przed tym, żeby się nie dać wmanewrować w doraźną politykę. W Kościele mamy ludzi o różnych poglądach i musimy o tym pamiętać.

Patrzy ksiądz prymas na Kościół ze smutkiem czy z nadzieją?

Jestem w środku i widzę, że słabości, które w nim są, stanowią lustrzane odbicie moich słabości, a jego nadzieje są moimi nadziejami. Tak to oceniam i staram się przekazywać ludziom. Mówię w parafiach, by ludzie zwrócili uwagę na to, co nas łączy: wspólna krew? wspólne zamieszkanie? Wcale nie, tylko wiara i chrzest. To jest fundament, na którym możemy budować coś więcej.

I nie ma ksiądz prymas obaw, że za 20 lat w gnieźnieńskiej katedrze w niedzielę zamiast sześciu mszy będzie jedna?

Nie jestem niewolnikiem liczb. Zdarza mi się wizytować parafie i odprawiać mszę, w której uczestniczy 20 osób. Oczywiście można powiedzieć, że to jest dzień pracy, wszyscy są zajęci. Ale ja wolę dostrzegać w tym początek wyzwań, przed którymi stajemy. Już teraz brakuje mi w diecezji księży i dlatego musiałem rozpocząć proces mianowania jednego proboszcza dla dwóch wspólnot. To dla wszystkich jest trudne. Nie tylko dla mnie. Ludzie się przyzwyczaili, że proboszcz zawsze był, a teraz już go nie będzie. I muszą część odpowiedzialności za wspólnotę wziąć na siebie. Niejednokrotnie się przekonałem o tym, że im bardziej ludzie są dopuszczeni do współdecydowania o lokalnym Kościele, tym są bardziej aktywni. Trudniej jest, kiedy wszystko jest oparte wyłącznie na proboszczu. Chyba właśnie takie czasy przed nami.



abp Wojciech Polak - ur. 1964, doktor teologii moralnej Papieskiego Uniwersytetu Laterańskiego w Rzymie, w latach 2003-2014 biskup pomocniczy diecezji gnieźnieńskiej, przez trzy lata był Sekretarzem Generalnym Konferencji Episkopatu Polski (2011-2014); od czerwca 2014 roku jest arcybiskupem metropolitą gnieźnieńskim - prymasem Polski.

Katarzyna Kolska - dziennikarka, zastępca redaktora naczelnego miesięcznika 'W drodze', absolwentka filologii polskiej i teologii, przez 13 lat pracowała w poznańskim oddziale 'Gazety Wyborczej', autorka kilku książek, m.in. 'Modlitwa poranna i wieczorna' (Olimp Media 2008) i 'Moje dziecko gdzieś na mnie czeka. Opowieści o adopcjach' (Znak 2011, Wydawnictwo 'W drodze 2016'). Jest mężatką, ma dwóch synów, mieszka w Poznaniu.

Roman Bielecki OP - ur. 1977, dominikanin, absolwent prawa KUL oraz teologii PAT, redaktor naczelny miesięcznika 'W drodze', mieszka w Poznaniu.

powrót ::

Cytat dnia

Ze złem trzeba walczyć, bo zło nie tylko uderzy w prawy i lewy policzek, ale może i głowę razem z policzkami oderwać.

/Ks. Jan Twardowski/

Cytat dnia

 

mszenabozenstwakancelaria


dni powszednie w godzinach rannych (w Żernikach): 

poniedziałek, środa i czwartek 
(szczegóły KLIKNIJ TU)

dni powszednie w godzinach wieczornych (w Żernikach) 
wtorek, środa i piątek
(szczegóły KLIKNIJ TU)

W SOBOTY (Żerniki) o godz.:
16.00 - msza św. w jęz. niemieckim
18.00 -
msza św. niedzielna

W NIEDZIELE o godz.:
7.00, 9.00, 10.15 (w Szałszy), 11.30, 16.00

 

w święta przypadające w dni robocze: aktualne ogłoszenia (KLIKNIJ TU)

 

UWAGA! NIEKTÓRE PARAFIE ZMIENIŁY PORZĄDEK MSZY ŚW. 
PROSIMY KAŻDORAZOWO INDYWIDUALNIE WERYFIKOWAĆ INFORMACJE ZAWARTE W PONIŻSZYCH ODNOŚNIKACH


MSZE ŚW. W GLIWICACH  - niedziele i święta
(informacja dzięki uprzejmości parafii 
św. Jacka w Gliwicach-Sośnicy)

 

MSZE ŚW. W DIECEZJI GLIWICKIEJ  - niedziele i święta
(informacja wg "Nadzwyczajni Szafarze Komunii Świętej Diecezji Gliwickiej")

 

Panel